20.08.2019

Spowiedź ciężarnej nastolatki



Ciąża to dla wielu kobiet cudowny czas oczekiwania na upragnione maleństwo. Kompletowanie wyprawki, szykowanie pokoiku i wybór wózka to bardzo ekscytujące momenty. Nie każda przyszła mama od pierwszych chwil ciąży skacze z radości. Są sytuacje trudne i skomplikowane, przez które ta radość nie pojawia się w ciąży wcale.

Takimi osobami są przyszłe nastoletnie matki. To wśród tej grupy ciężarnych odnotowuje się największą ilość przerwanych ciąż w sposób nielegalny. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego te młode osoby, które wkraczają w dorosłość decydują się zrobić coś takiego?
Nie jestem przeciwniczką aborcji. W sytuacjach zagrożenia życia lub jeśli płód ma poważne zaburzenia, każda kobieta powinna mieć wybór. Jeśli jednak aborcja zaczyna być uważana za kolejną formę antykoncepcji, jest to głupota. Jeśli zabieg wykonywany jest w przysłowiowym garażu jest to już skrajna głupota. Każdy dorosły, kobieta i mężczyzna powinni zdawać sobie sprawę z konsekwencji chwilowych przyjemności. Podkreślam, każdy dorosły. Co jeśli jednak w ciążę zachodzi nastoletnia dziewczyna, a ojcem dziecka jest jej rówieśnik? Wtedy wali się świat tej dwójki młodych ludzi, ich rodziców, a czasem nawet i całych rodzin.
Może jesteś przyszłą, nastoletnią mamą i trafiłaś na ten tekst. Może sama zastanawiasz się co teraz masz właściwie zrobić. Sama do niedawna byłaś jeszcze dzieckiem. Nie skończyłaś szkoły, nie masz pracy. Chcę Ci pokazać, że naprawdę możesz stać się wspaniałą mamą! Ciąża w młodym wieku to nie jest koniec świata. Aborcja nie jest rozwiązaniem, a jej skutki mogą towarzyszyć Ci przez całe życie.

Poniższe historię pokażą Ci jak inne nastoletnie mamy przeżywały swoje ciąże i jak ich życie wygląda teraz.

Ania: Pierwszą rzeczą, która zaczęła mnie zastanawiać był brak miesiączki. Zlekceważyłam to. Dopiero w chwili kiedy poczułam dziwne uczucie w brzuchu, postanowiłam wreszcie zrobić test. Pierwszą osobą, która dowiedziała się o mojej ciąży była przyjaciółka. Chłopak dowiedział się później.

Kasia: Miałam wrażenie, że coś jest nie tak i postanowiłam zrobić test ciążowy. Pierwszą osobą, której powiedziałam był mój chłopak.

Magda: Pod koniec grudnia, a dokładnie w Sylwestra czułam, że coś jest nie tak. Brak okresu tłumaczyłam problemami z hormonami (miałam takowe w gimnazjum). Coś mi nie pasowało. Po nowym roku zrobiłam test, był pozytywny. Robiłam go u przyjaciółki w domu i to ona była pierwszą osoba, z którą podzieliłam się nowiną.

Natalia: Mój chłopak wyjechał za granicę tylko na 2 dni, pisałam mu już wtedy ze czuje się źle, było mi nie dobrze, mdliło mnie co chwilę, czułam że coś jest nie tak. W końcu dzień przed Bożym Narodzeniem stwierdziliśmy że zrobię test. Pierwszy oczywiście wiedział chłopak, robiłam test i wyszłam z łazienki by mu go pokazać.

Sylwia: Miesiączka spóźniała mi się bardzo długo. Przeszukałam co może mi dolegać, a wszystkie objawy wskazywały na ciążę lub problemy hormonalne. Mama nigdy w życiu nie zabrałaby mnie do ginekologa. Musiałam zrobić test sama, w szkolnej łazience. 


Ania: Mama miała do mnie żal, że nie powiedziałam jej pierwszej, tata powiedział że jak już jest to się wychowa.  Ojciec dziecka na początku się cieszył, a później niestety nas zostawił. Byłam załamana, że zostałam sama z dzieckiem, bo ojciec dziecka się go wyparł. Z resztą tak jak jego rodzina, zachowywali się jakby mnie nie znali. Kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży pojawił się mój obecny partner i powiedział, że on wychowa małą jak swoje dziecko. Bardzo ją pokochał, nawet kiedy była jeszcze w brzuchu.

Kasia: Rodzice bardzo mnie wspierali i zareagowali pozytywnie na wieść o ciąży. W ciąży czułam się dobrze, chociaż cały czas obawiałam się tego, co dalej po urodzeniu dziecka.

Magda: Bardzo się bałam reakcji mojej mamy. Byłam młoda, w styczniu dopiero wyprawialiśmy moja 18-stke. Miałam myśli, że wyrzuci mnie z domu, będzie zła i rozczarowana. O dziwo, przytuliła mnie i powiedziała, że damy sobie jakoś radę, że mam nie płakać i się nie martwić. A ojciec.. odkąd się dowiedział, powiedział że będzie dobrze i mam urodzić. Oboje byliśmy w szoku, bo antykoncepcja nas zawiodła. Początek ciąży był dla mnie tragiczny. Płakałam prawie codziennie, gdy nikt nie widział. Potem już płakałam przy partnerze. Fizycznie czułam się dobrze, za to psychicznie czułam się bardzo źle. Każdy w moim otoczeniu mi gratulował, mówił że super, młode macierzyństwo ma wiele zalet. A ja widziałam tylko zrujnowana przyszłość. Chciałam skończyć szkołę, iść do pracy, w międzyczasie na studia. Pod koniec ciąży bałam się już o Małą. Bałam się, że ona będzie płakać a ja nie będę umiała jej pomóc. Ze wiele rzeczy nie będę w stanie zrobić, by było jej jak najlepiej.

Natalia: Moi rodzice byli załamani, bo co ze szkołą oczywiście. Później mówili, że jak już się stało trzeba jakoś sobie poradzić. Gdy powiedziałam mamie o ciąży, stwierdziłyśmy, że nie dam rady się uczyć w szkole dziennej. Zgodziła się abym zrezygnowała z niej i poszłam do liceum weekendowego w 10 tygodniu ciąży. A ojciec dziecka, wiadomo na początku był w szoku później powiedział że poradzimy sobie i jakoś damy radę no jakoś trzeba żyć dalej. Na początku ciąży były mdłości. Zaczęłam bardzo mocno tyć. Co wizyta ważyłam 4,5 kg więcej. W końcu ostatnie 2,3 miesiące były najgorsze. Nie dawałam rady dźwigać brzucha, puchłam strasznie, najgorzej stopy, ale musiałam się przemęczyć. Termin na końcówkę sierpnia, całe wakacje z brzuchem. A akurat to lato było strasznie gorące, wiatrak w domu chodził 24h na dobę. Do końca ciąży dobiłam 85 kg, dziś ważę 54 kg nie robiłam nic by schudnąć kompletnie nic. 

Sylwia: Ojciec dziecka nie był moim chłopakiem, zbytnio nie przejął się tym, że zaszłam w ciążę. Umywał od tego ręce. Zwierzyłam się mojej wychowawczyni i to ona wezwała jego rodziców do szkoły. Wtedy dopiero dowiedzieli się o moim istnieniu. Moja mama, kiedy jej powiedziałam po prostu wzruszyła ramionami. Nie miałam w niej żadnego wsparcia.


Ania: O aborcji nawet nie pomyślałam, może to dlatego, że od zawsze kochałam dzieci. Kiedy mała się urodziła to już ją pokochałam od razu, pomimo naprawdę ciężkiego porodu. W pierwszych chwilach razem pomagał mi partner i mama Wychowuje małą z obecnym partnerem i mamy teraz wspólne dzieci.

Kasia: Nie rozważałam ani aborcji ani adopcji , zawsze lubiłam dzieci i nie brałam tego nawet pod uwagę. Po urodzeniu czułam ogromne szczęście wszystkie obawy minęły zaraz po zobaczeniu córeczki. Po urodzeniu pomagała mi mama oraz tata. Rówieśnicy się odemnie odsunęli ale mimo to dałam radę skoczyć szkole z pomocą nauczycieli. Nie wychowuje córki razem z jej tatą, ponieważ przerosła do opieka nad dzieckiem.

Magda: Myślałam o aborcji odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście. Otwarcie powiedziałam o tym chłopakowi. Rozważałam opcje tabletek poronnych, które mógł mi ktoś załatwić. Nie spodobało mu się to od razu, powiedział że nie ma takiej opcji. Mówił też, że jestem głupia, jeśli myślę o takim czymś. Moja mama powiedziała, że jak chce usunąć, to woli żebym urodziła i ona zajmie się wtedy dzieckiem. Nie było u mnie czegoś takiego jak łzy zaraz po urodzeniu dziecka. Szczęścia. W ogóle, całego tego klimatu jak u większości kobiet. Moja mama płakała, a ja nic. Przytuliłam małą. Jednak nie było tego "czegoś". Dopiero dzień po urodzeniu dotarło do mnie, że to MOJA córka. Moja malutka córeczka. Taka bezbronna, niewinna. Bardzo dużo pomogła mi moja mama. W chwilach mojej słabości, brała malutka do siebie do pokoju (zamieszkaliśmy razem z moim partnerem w nowym mieszkaniu), żebym mogła iść się wykąpać, coś zjeść albo się zdrzemnąć. Partner pomagał mi usypiać malutka, bo to był nie lada wyczyn. Położna pomagała mi w karmieniu piersią, które na początku szło mi tragicznie. W ciąży byłam w 3 klasie technikum, a te "cięższe" miesiące nie chodziłam już do szkoły. Przychodziłam tylko na ważne sprawdziany czy kartkówki. Bardzo przytłaczały mnie spojrzenia innych. Ukrywałam brzuch jak najdłużej się dało. Partner bardzo dużo mi pomaga teraz chociaż ma dwie lewe ręce. Gdyby nie jego wsparcie i "kopniaki w tyłek" w słabszych momentach, załamałabym się kompletnie

Natalia: Nigdy nie rozważałam aborcji.  Po porodzie byłam szczęśliwa. Tylko chłopak pomógł, (wyprowadziłam się z domu jak skończyłam 17 lat.) mieszkałam tylko z nim, wynajmowaliśmy mieszkanie w mieście. Nie miałam styczności z dziećmi całe życie jedynaczka wszystkiego nauczyłam się sama nikt mi nie powiedział jak i co mam robić. W szkole dawałam radę w końcu chodziłam co weekend czasem co drugi, w tym roku w kwietniu skończyłam szkole Wychowuję dziecko razem z narzeczonym, mieszkamy nadal razem, mam dużego zdrowego synka i nikomu więcej bym go nie oddała, mimo tego że nie raz myśli w głowie mam żeby skoczyć gdzieś na jakąś imprezę ale w sercu nie zostawiła bym go nikomu.

Sylwia: Z propozycją aborcji wyszli właściwie rodzice ojca dziecka, dobrze wiedzieli jak wygląda moja sytuacja rodzinna. Pewnie też nie chcieli obarczać syna odpowiedzialnością za dziecko w przyszłości. To oni umówili mnie na zabieg, dali sporą ilość pieniędzy. Na zabieg i na przyszłość dla mnie. Byłam już w drodze do gabinetu, kiedy jednak zaczęłam czuć ogromny strach. Do zabiegu nie doszło, a ja kolejnego dnia w szkole wręczyłam ojcu dziecka pieniądze jego rodziców. On nie miał o niczym pojęcia. Był wściekły, myślał, że po prostu będzie zobowiązany płacić alimenty. Całą ciążę nie miałam od nikogo żadnego wsparcia, czułam się fatalnie. Skończyłam drugą klasę liceum, a kolejnej już nie zaczęłam. Urodziłam wcześniaka. Po urodzeniu się synka, cały mój świat się zmienił. Nagle otrzymałam mnóstwo pomocy od innych ludzi. Nie jestem w związku z ojcem dziecka, mieszkam w Domu Samotnej Matki. Ojciec odwiedza nas i często zabiera małego na spacery.


Historie przedstawione są prawdziwe, a imiona bohaterek zmienione.
Każda  z tych dziewczyn nie miała pojęcia co ją czeka, ale jednak postanowiły dać sobie szansę. Są teraz wspaniałymi mamami dla swoich dzieci, mimo że kompletnie nie były gotowe na macierzyństwo i dorosłe życie.


Jeśli jesteś przyszłą nastoletnią mamą i potrzebujesz wsparcia lub jakiejkolwiek pomocy, możesz skorzystać z poniższych miejsc w sieci.
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
Internetowy telefon zaufania

3 komentarze:

  1. Bardzo ważny temat poruszyłas na swoim blogu. Młodym dziewczynom w takiej sytuacji jak najbardziej potrzebna jest pomoc i wsparcie. Nie każda niestety może na nią liczyć. Ale jak sana napisałaś "Są teraz wspaniałymi mamami dla swoich dzieci, mimo że kompletnie nie były gotowe na macierzyństwo i dorosłe życie. Urodziłam mając 20 lat. Dość wcześnie ale dałam radę. W tym czasie skończyłam szkołę, studia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat jest trudny i bardzo często spotykany. Moim zdaniem nastolatki powinny mieć od samego początku okazywane wsparcie. Mniej stresu w ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem wynika to z braków w edukacji. W Polsce nie mówi się wprost, że sex nawet z zabezpieczeniem może skończyć się ciążą.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Tutaj mama! , Blogger