07.09.2019

Adaptacja w żłobku

Przygoda ze żłobkiem to dla nas, a szczególnie dla Wiktorii świeży temat. W tym wpisie opowiem Ci jak wygląda nasza adaptacja w żłobku, jak możesz pomóc swojemu dziecku w tym trudnym okresie, a także czego absolutnie nie powinnaś robić przy maluchu.

Cały proces adaptacji to po prostu przyzwyczajenie się do nowego otoczenia i środowiska. Pogodzenie się z rozłąką z rodzicami. Ten proces jest przejściowy, choć bardzo ciężki. Maluch, który całe dnie spędzał z najbliższymi teraz zostaje rzucony na głęboką wodę. Jest w nowym miejscu, wśród zupełnie nowych i obcych ludzi.

Przed rozpoczęciem przygody ze żłobkiem, opowiadaj swojemu dziecku o tym miejscu. Mów o wspaniałej zabawie z dziećmi, o dużej ilości nowych zabawek i o ciociach, które będą się nim zajmowały.

W pierwszych dniach pobyt dziecka w żłobku powinien być krótki. U nas cały tydzień to były trzy godziny. Nie było możliwości brać udziału w adaptacji razem z maluchem, choć wiem że wiele placówek ma również i takie rozwiązanie.

Pożegnanie z dzieckiem jest trudne, w końcu oddajesz je w zupełnie obce ręce do nieznanego mu wcześniej miejsca. Nie warto pożegnania przedłużać. Wystarczy buziak, przytulenie czy po prostu pomachanie ręką jako gest ,,papa".

Jeśli twój maluszek ma jakąś ulubioną zabawkę, kocyk lub używa pieluszki do zasypiania warto taką rzecz przynieść do żłobka. Dzięki temu będzie mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa i rzecz, która kojarzy mu się z domem.

Absolutnie nie pokazuj maluchowi, że jest ci smutno. Ja wiem, że to trudne. Pierwszego dnia płakałam, że ją tam zostawiłam. Przy niej staram się uśmiechać i mówić o żłobku bardzo pozytywnie. W drodze do domu pytam jak było, czy coś jadła i czy bawiła się z innymi dziećmi. Nie ważne, że odpowiada mi po swojemu. Ważny jest pozytywny ton głosu.

Poniedziałek
Wiktoria tak naprawdę nie miała pojęcia dlaczego wstałyśmy tak wcześnie i gdzie wybieramy się z samego rana. Tak naprawdę była jeszcze zaspana, dlatego wydaje mi się, że po prostu nie wiedziała co się dzieję. Udało nam się znaleźć jej szafkę, przebrałam jej kapcie a na korytarzu czekała już jedna z cioć, żeby przejąć ją ode mnie. Uważam, że to o wiele lepsze niż rodzice wchodzący na sale gdzie są dzieci. Szybki buziak i do domu, a Wiktoria na sale do dzieci.
W poniedziałek spróbowała tylko kaszki, zupki nie chciała zjeść. Wszystko było dla niej nowe.
Przy odbiorze nie płakała. W domu za to przez całe popołudnie przytulała się do mnie i nie chciała ani chwili zostać sama.

Wtorek
Myślę, że domyślała się już gdzie jedziemy. Po drodze troszkę popłakiwała. Tym razem spróbowała wszystkiego, co było akurat do jedzenia. Zaliczyła nawet swoją pierwszą, żłobkową drzemkę!

Środa
Dzień praktycznie bezproblemowy. Niestety w domu pojawiła się ogromna niechęć do jedzenia, chociaż podejrzewam, że może najadła się w żłobku. Nie odstępowała mnie znów na krok. Kiedy tylko zniknęłam jej z oczu od razu pojawiały się łzy.

Czwartek
Był to z pewnych powodów ciężki dzień dla mnie. Możliwe, że Wiktoria to po prostu wyczuła. Przy przejęciu przez ciocię pojawiły się łzy. Na szczęście przy powrocie do domu na twarzy był uśmiech. Ba! Nawet pomachała ciociom na pożegnanie.

Piątek
Ciocie są bardzo zadowolone z Wiktorii. Stwierdziły, że jest chyba najpogodniejszym dzieckiem w grupie i prawie w ogóle nie płacze. Dostałam zielone światło. Wiktoria może zostawać już dłużej w żłobku. Ja jednak postanowiłam, że kolejny tydzień będę ją odbierała nadal po trzech godzinach.

Nie ukrywam, że bardzo przeżywam nasze rozstania. Codziennie szukam sobie zajęcia co mogę robić w tym czasie w domu, kiedy nie ma jej ze mną. Nie potrafię się położyć i odpoczywać. Serio. Matka wariatka po prostu.

A jak wyglądały pierwsze dni adaptacji u twojego malucha?

3 komentarze:

  1. U mojego dziecka wyglądało bardzo podobnie. Można by rzec ze identycznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie i żłobek i przedszkole podobnie: dziecko miało problem po około dwóch tygodniach, później też tak po roku. Chyba taki etap.

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas adaptacja do żłobka to był dość ciężki okres, ale nie jest nie do pokonania. Po dwóch tygodniach cierpliwości, uważności w stosunku do dziecka odnieśliśmy sukces

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Tutaj mama! , Blogger